- Ta choroba... z lunatyczną pewnością wyciąga z każdego najgłębsze jego niebezpieczeństwo... – ostrzega, małomówny zazwyczaj, Pan Rilke.
A Sir Bacon wciąż się dziwi z oddali, że:
„dziwne to pragnienie szukać władzy i stracić wolność,
szukać władzy nad innymi i stracić władzę nad samym sobą”.
- Tak, znów powracają te same motywy - przyznaje Pan Świat.
I, jak stary felczer, wylicza:
- Poetyka oblężenia...
- Jad, który, do śmierci, nie opuści już ukąszonych...
- Nowi kontestatorzy i nowi komentatorzy...
- Chóry neofitów...
- Dwie nuty: „swój” i „obcy”. „my” i „oni”...
- Dobra „naszość” – zła „nienaszość”...
A potem szczegółowo notuje:
...jak dawniej, pierwszym objawem jest zanik uśmiechu, zaciskanie ust
i zgrzytanie zębami..., jak dawniej i jak zwykle, wszyscy rozmawiają nieustannie
nie na temat....
...ulice znów zaczynają chorobliwie rozszerzać usta i już za chwilę, kołysać będą nieprzebranym tłumem...
... na murach znów pojawią się te same słowa i każde z nich
będzie miało znaczenie
p o l i t y c z n e...
... potrzeba wiary znów stanie się przymusem Wiary,
... potrzeba odwagi – przymusem Odwagi,
... potrzeba szaleństwa – przymusem Szaleństwa.
... cechą immanentną choroby jest pielęgnowanie strachu...
... nie wiadomo - jak zapobiegać ?
... nie wiadomo - jak leczyć ?
Tymczasem kanikuła i Pan Świat, chciał nie chciał obserwuje, że
wciąż przybywa topielców...
Giną w mętnych wodach, wypływają w białych trumnach...
