http://www.wikipaintings.org/en/joan-miro/the-tilled-field-1924
Pamięta to uczucie, że tam dalej jest lepsza zagranica, że wystarczy tylko
unieść się z falami i płynąć, i płynąć...
Płynąć do pięknego, szczęśliwszego życia.
Tymczasem to nie on do portu, a port przypłynął do niego.
- Oto jest moje Puerto Libre - zawołał zrazu zachwycony Pan Świat.
- Port moich pragnień, na który tak długo czekałem – cieszył się jak dziecko.
I biegał z otwartymi ramionami dookoła porzuconego cargo.
I kręcił się w miejscu, i przekrzykiwał z mewami,
i unosił w sobie
„ponad”.
W uszy Pana Świata zaczęła się jednak wbijać świdrująca cisza.
Pierwsza euforia ostygła.
Pan Świat zaczął dostrzegać, że właściwie nie ma tu już nawet ludzkiego cienia.
Pusto, szaro-buro, posępnie i dojmująco smutno.
- Gdzie oni wszyscy się podziali ? – pytał siebie Pan Świat.
- Gdzie radosne okrzyki ?
- Gdzie śpiewy z tawerny, gdzie frywolne szanty ?
- Gdzie dziewczęta piękne w objęciach żeglarzy ?
- Gdzie dzieci radośnie witające swoich ojców ?
- Gdzie ?
Odpowiadały mu tylko głuche pomruki syren,
stukot zdezelowanej kolejki, pisk
hamujących wagoników.
Nic, tylko, posępne, milczące nabrzeże.
