http://darkclassics.blogspot.com/2012/03/claude-nicolas-ledoux-eye-enclosing.html
Mój zacny Panie Szary.
Wierni wyznawcy powiadają, że widzi Pan więcej i dalej, że
przenikliwość Pańskiego spojrzenia oświetla drogę
niepewnym i zagubionym.
I jakże trafnie potrafi Pan definiować, nazywać, budować hierarchie, uprawiać
ślepe pole aksjologii, a Pańskie metafory - poezja - cudowne soczewki
badawczego aparatu, a Pańska otwartość i ta dobroduszna tolerancja
dla maluczkich i błądzących, ta wyrozumiałość nad wyraz
godna podziwu.
Ale jest pewien kłopot, Panie Szary. Jest kłopot…
Jak rozumiem, Pan lubi te podniosłe określenia: „współczesny człowiek”, „wolność osobista”, „moralne zobowiązanie”…
„Kłopot” - jak to brzmi, na przykład… w trudnym języku estońskim?
Nie bawmy się jednak w szarady, przypadkowe zbieżności, gry znaczeń
i brzmień słowa. Nie kojarzmy, ot tak, „na chybił trafił”, bezpodstawnie.
Składnia, dla składni samej, niech elegancką pozostanie.
Na dawnych zdjęciach, tych z odrobiną sepii, Pan jest w mundurze - Panie Szary: kapralu, plutonowy, sierżancie, poruczniku, kapitanie, majorze...
Te fotografie (czy przypuszczać mógł młodzieniec ideowy?), teraz, na stare lata, tak przygniatają, ciążą.
To przykre - nie chcieć wspominać młodości, a chcieć zapomnieć
o tamtym sobie, ostatecznie
i na zawsze.
Trudno to dziś zrozumieć, ale ja Panu wierzę, że to pragnienie wspólnoty wtedy aż nadto oślepiało.
Nie podlega dyskusji - Narzędzia Idei nie były wymyślne: kajdany,
gwoździe, młotek, obcęgi, wiadro z wodą, sznur, kulawy taboret,
w ostateczności nagan - kula w potylicę
i mogiła przed światem ukryta.
Tak, to nie podlega dyskusji.
Zaiste, walczył Pan o „lepsze jutro”. Zaiste.
To kwestia onomastyki i odwracania znaczeń, kwestia przewrotnego Losu i czasów, Tamtych Trudnych Czasów.
A ta czy inna Idea...? No cóż, wciąż jest jakaś Idea, co umysły bezwolne
jak konie na postronkach i za uzdę trzyma.
Chciałbym zrozumieć ten Pana powściągliwy uśmiech, Panie Szary.
Chciałbym też pojąć to lekkie usprawiedliwienie.
Powiada Pan: „końskie okulary” i, że dziś nie ma już dawnego świata.
Doprawdy? Jest Pan pewien, Panie Szary?
I Pan Świat odkłada swoje stare wieczne pióro. Odsuwa kartkę, czyta.
Wstaje od sekretarzyka. Chodzi przez chwilę od ściany do ściany.
Znów siada, czyta. Wreszcie nerwowo drze ten list
i ciska go do kosza.
A końskie okulary i nietkniętą śnieżno-białą kopertę,
z powrotem, wkłada do szuflady.
